Czarownice z naszych stron.

Dodał(a) Jan Wysopal dnia 04 lipca 2010 o godzinie 15:35 do kategorii: Artykuły

Wiedzę o czarownicach, czerpiemy z różnych bajek, legend i przekazów ludowych. Znamy historię czarownic z centralnej Polski, które na miotłach zlatywały się na Łysą Górę w Górach Świętokrzyskich. By w noc Świętojańską odbyć swój coroczny sabat. Niemieckie zaś czarownice, w noc Walpurgii ( z 30 kwietnia na 01 mają) gromadziły się na szczycie góry Brocken w górach Harzu. Tam spośród siebie wybierały swoją królową. Hexy, tak nazywano nasze lokalne czarownice, są mniej znane. Choć i one wywarły swoje piętno w bajkach i legendach naszych stron. Powszechnie uważano że czarownice z rejonu rzeki Kwisy, gór Izerskich i Karkonoszy, przez kominy domostw wylatywały na swoje sabaty by tam radzić, jak najbardziej dokuczyć ludziom. W Przecznicy widziano , jak jechały na kozach płci męskiej po okolicznych zboczach. Upodobały sobie tam budynek schroniska, w którym odprawiały swoje czary i magię. Zostały jednak przepędzone przez śmiałka, uzbrojonego w modlitwę i święconą wodę. W Miłoszowie widziano kobietę, stojącą na ławce która modliła się do księżyca w czasie Wigilii. Jak mówiono dzięki temu osiągnęła nieśmiertelność. W Złotnikach Lubańskich , trzy kobiety tańczyły na skrzyżowaniu dróg, także w czasie pełni księżyca. Powszechnie sądzono że taniec i modły do księżyca, sprzyja do lepszego poznania wiedzy magicznej. Nasze lokalne wiedźmy, na sabat upodobały sobie, jak mówią legendy Stóg Izerski. Mowa jest też o górze szubienicznej w okolicach Gryfowa, którą nawiedzały czarownice z Łużyc. Tam właśnie według podań ludowych, ksiądz z Giebułtowa jedną z nich koronował na królową sabatu. Znana jest też przygoda młodego krawca. Przypadkowo zobaczył jak pewna gospodyni natarła się maścią, uniosła się w powietrze i odleciała. Krawiec też natarł się resztkami tej maści i nagle odleciał. Znalazł się w zamkowej komnacie, wśród pięknych dam. Panie pięknie go ugościły, lecz gdy nie zgodził się na wyrzeczenie swojej wiary. Znów uniósł się w powietrze i wylądował na drzewie w nie znanym miejscu. Przez trzy dni wracał do swojego domu. O czarodziejskiej maści wiadomo tylko, że po nasmarowaniu się nią człowiek unosił się w powietrze. Mówiono również, gdy cudowną maścią posmarowano masielnicę, zawsze było w niej masło. Próbowano zbadać składniki cudownej maści, stwierdzono że w jej skład wchodziły zioła jak lulek czarny, wilcza jagoda i bieluń. Ludność żyjąca w tamtej epoce, próbowała się chronić przed czarami, urokami i złym spojrzeniem czarownic. Zalecano nosić przy sobie dla odstraszenia czarów – czterolistną koniczynę, lubczyk, bylicę. W chałupach i stajniach wieszano czosnek. Dobrym sposobem uniknięcia złych czarów, były skrzyżowanie dwóch mioteł na progu domu. Dziś możemy się uśmiechnąć, gdy czytamy lub słyszymy przekazy ludowe na temat czarów i czarownic. Lecz pamiętajmy że kiedyś na Śląsku płonęły stosy. Oskarżone kobiety o czary, torturami zmuszano do przyznania się i palono na stosie. Ofiarą padały przeważnie kobiety niższego stanu, zajmujące się zielarstwem. W Nysie zbudowano nawet specjalny piec do palenia czarownic, rocznie palono prawdopodobnie czterdzieści dwie kobiety, niesłusznie oskarżone o czary. Ostatnią osobę oskarżoną o czary spalono w 1684, a ostatni proces czarownicy odbył się w 1740 roku. Dziś już bajki o Hexach, czarownicach z naszych stron zniknęły wraz z wysiedleniem ludności niemieckiej. Przyroda jednak nie znosi próżni, dziś panują w naszej okolicy popularne - „ szeptuchy”. Ale to już inna bajka.

VN:F [1.3.4_676]
Rating: 1.0/5 (1 vote cast)

Dodaj odpowiedź

CAPTCHA Image Audio Version
Reload Image