Skarby Gryfowa i okolic. Część 3: Rząsińskie plujki, V2 i ewakuacja, cz. 2
W zaciszu wojny, w pałacu majątku Welkersdorf trwały prace badawcze. Strughold stworzył swoim podwładnym możliwie najlepsze warunki ku temu. Prace przebiegały intensywnie, ale od czasu do czasu nie zapominano także o świętowaniu. Jako „odczynnik” do świętowania wykorzystywano spirytus, który był niezbędny do prowadzenia badań. Jako zakąskę wykorzystywano często mięso królików doświadczalnych. Były one do doświadczeń usypiane, ale środek usypiający rozkładał się w wysokiej temperaturze, więc ich mięso po przeprowadzonym doświadczeniu i obróbce termicznej stawało się w tych trudnych wojennych czasach rarytasem. Króliki wkrótce przestano dostarczać do Instytutu w Rząsinach. Autrum szukał więc w swoim otoczeniu innych zastępczych „królików doświadczalnych”, na których mógł kontynuować badania nad adaptacją oka do ciemności. I znalazł je w rząsińskich oborach. Były to muchy plujki. Okazało się, że ich oczy mają dziesięciokrotnie wyższą niż u człowieka częstotliwość, z którą poszczególne zarejestrowane obrazy/klatki zlewają się w obraz oddający ruch, i wynosi ona 300 klatek na sekundę. Badał on później także m. in. postrzeganie barw przez pszczoły. Oczy plujek z Rząsin i przełomowe odkrycie dotyczące ich właściwości stały się podwaliną nowoczesnej fizjologii oka.
Instytut w Rząsinach był od czasu do czasu kontrolowany przez notabli władz lokalnych oraz organów kontrolnych Luftwaffe z Berlina. W czasie, kiedy przy pracach przyłączeniowych wysokiego napięcia w pałacu pracowali jeńcy-ślusarze z Baku, do majątku przybyła kontrola z ich macierzystego obozu pod Zgorzelcem. Autrum nie wspomina o wyniku kontroli, ale należy mniemać, że nie było żadnych zastrzeżeń.
Instytut skontrolował także niewymieniony z nazwiska kreisleiter [wym.: krajzlajter] NSDAP. Chciał obejrzeć na własne oczy, czy prowadzona w pałacu działalność jest zgodna z wytycznymi Narodowosocjalistycznej Partii Niemiec i führera. Po pałacu oprowadzał go Strughold. Zespół nie witał go – wg Autruma – serdecznie, ale nie mógł pokazać także niechęci wobec nadzorcy w brunatnym mundurze, przygotował dlatego dla niego kilka „niespodzianek” – nieprzyjemny widok jednej z asystentek z przyklejoną do oka nitką (w ramach doświadczenia z napięciem powstającym na gałce ocznej), a w piwnicy, gdzie stał przetwornik napięcia, możliwość odłączenia zasilania od linii 5000V przy włączonym przetworniku, co spowodowało łuk elektryczny, a kreisleitera rzuciło dosłownie na kolana. Kontrola – jak wspomina Autrum – przyniosła jeden skutek. Dwa tygodnie po przeprowadzonej inspekcji kreisleiter przysłał skrzynię z portretami Hitlera, gdyż w czasie pobytu w pałacu zauważył, że w całym budynku nie wisiał ani jeden portret führer’a. Autrum napisał w swojej autobiografii, że skrzyni tej nigdy nie rozpakowano.
Filię Instytutu w Rząsinach odwiedził także szef Inspekcji Sanitarnej Luftwaffe w randze generała broni (Generaloberstabsarzt), prof. dr Oskar Schröder. Była to wizyta na bardzo wysokim szczeblu i tak też potraktowana została przez członków zespołu badawczego. Bardzo rzeczowo oprowadzali go po rząsińskim Instytucie. Wieczorem Schröder wydał dla Strugholda i kilku oficerów z sąsiadujących garnizonów uroczystą kolację w jednym z gryfowskich hoteli. Generałowi Schröderowi „wpadła w oko” podczas tej kolacji urodziwa sekretarka Autruma i próbował zaaranżować spotkanie z nią w swoim pokoju. Jednak Strughold nie dopuścił do tego, wysyłając ją natychmiast do Berlina z „ważnymi, tajnymi dokumentami”.
Autrum wraz z lekarzem, dr Palme otrzymał ostatnie zlecenie od Luftwaffe we wrześniu 1944 r. Było to polecenie przeprowadzenia badań, które miały na celu stwierdzenie wpływu dużego natężenia hałasu powstającego w czasie pracy silnika rakiety V2 na organizmy żywe, zwłaszcza na pracę serca. Można przez to wnioskować, że planowano budować rakiety V2 wystrzeliwane z samolotu, ale także naprowadzane przez człowieka (tutaj kieruję Państwa do specjalistycznej literatury poświęconej niemieckiej Wunderwaffe, w której są wzmianki o planowanych samobójczych akcjach za pomocą rakiet V2 oraz, że pierwszym człowiekiem na granicy ziemskiej atmosfery był Niemiec). Obaj naukowcy zostali zawiezieni z Rząsin do ośrodka testów silników rakietowych, położonego kilka kilometrów od Rząsin w okolicach Lubania, w hermetycznie zamkniętym lesie. Z opisu wynika, że ośmiometrowa rakieta była umocowana w pozycji poziomej na specjalnej konstrukcji, a wydobywające się z niej spaliny i płomienie zmiatały wszystko w odległości kilkuset metrów od wylotu silnika. 200 m od rakiety znajdował się bunkier, w którym umieszczono urządzenie do badania EKG. Jeden z naukowców leżał kilka metrów od wylotu dyszy silnika, z boku, i był przykryty kocem azbestowym. Miał na sobie elektrody połączone kablem z urządzeniem w bunkrze. Obok stał żołnierz z gaśnicą na wypadek zapalenia się leżącej osoby. Słuch zabezpieczano specjalnymi zatyczkami. Silnik rakiety musiał mieć wg. Autruma zapłon sekwencyjny, ponieważ powstawała fala naddźwiękowa, która raz w jedną, a raz w drugą stronę poruszała źdźbłami trawy nawet bardzo oddalonej od rakiety. Na 30 sekund przed zapłonem silnika rozlegał się dźwięk, w tym momencie rytm serca przyśpieszał, co oznaczało, że nie da się przeprowadzić wiarygodnego badania, które odpowiedziałoby na pytanie, jak sam hałas wpływa na rytm serca.
Po zakończonych testach wręczono każdemu koniak i odwieziono do Rząsin. Tam wieczorem uczczono nim zakończenie testów.
Nasuwa się pytanie, gdzie znajdował się ów ośrodek testowy. Pierwsze skojarzenie, to oczywiście okolice Leśnej. Analizując opis musiałby więc istnieć duży obszar leśny, w obrębie którego znajdował się teren, którego długość wynosiła kilkaset metrów (gdyby był krótszy, doszłoby do zajęcia ogniem drzew), a szerokość zapewne wynosiła minimum 50 m (to tylko przypuszczenie oparte na zdroworozsądkowej minimalnej odległości 25 m po każdej stronie strumienia płonących gazów). Gdyby teren ten porosły drzewa zaraz po zakończeniu użytkowania go do celów militarno-naukowych, to drzewa na tej „polanie” liczyłyby sobie teraz ok. 66 lat, a te dookoła byłyby starsze. Być może zachowały się także fragmenty konstrukcji utrzymującej silnik. Z pewnością była ona wykonana z żelbetonu i stali, bo trudno sobie wyobrazić, aby inne materiały w ówczesnych czasach mogły utrzymać silnik odrzutowy pracujący pełną mocą w miejscu. Wreszcie powinny zachować się także pozostałości bunkra w pobliżu miejsca doświadczeń. Z drugiej strony wiadomo także, że Niemcy dokładnie zacierali ślady po tego rodzaju eksperymentach. Wszak wysadzili sztolnie wykute w skale w tym – jak się zdaje – ośrodku badawczym. Nie wykluczam także innej lokalizacji miejsca tego eksperymentu, chociaż są one mniej prawdopodobne. W okolicach Lubania są jeszcze inne obszary leśne, które ze względu na swoją wielkość (przynajmniej dzisiaj) wchodziłyby w grę. Załączam mapki tych obszarów pochodzące z Google Earth.
Instytut funkcjonował do końca stycznia 1945 r. Armia Czerwona oblegała Twierdzę Wrocław. Kanonadę słychać było w Rząsinach. Strughold opuścił Rząsiny już w styczniu i udał się do Getyngii (Göttingen). Autrum wraz z żoną i wtedy już pięcioletnią córką Swantje oraz dr Hans Denzer, także z żoną i dziećmi, podjęli decyzję o opuszczeniu Rząsin i udaniu się w głąb Rzeszy. Najpierw spakowano w skrzynie urządzenia laboratoryjne, wzmacniacze i oscylografy (w tym pierwszy na świecie wzmacniacz prądu stałego dużej mocy). Autrum podaje, że na dworzec w Gryfowie zawiózł je gospodarz Schwertner. Zadeklarowano, że jest to majątek Wehrmachtu, a jako adresata podano mieszkających w Turyngii znajomych jednej ze współpracownic Instytutu. Gdy po kilku dniach okazało się, że skrzynie znajdują się cały czas w przechowalni bagażu na dworcu w Gryfowie, posłużono się fortelem. Autrum i Denzer udali się do zawiadowcy stacji i oświadczyli mu, że w skrzyniach znajdują się ważne materiały, które nie mogą wpaść w ręce Rosjan, i że mają zlecenie, aby wysadzić przechowalnię, o ile w ciągu dwóch dni skrzynie nie zostaną wysłane na zachód. Mieszkanie zawiadowcy stacji znajdowało się nad przechowalnią bagażu, więc już następnego dnia skrzynie zostały wyekspediowane. Fortel się udał, a jak się później okazało, skrzynie dotarły do adresata.
Pod sam koniec stycznia Denzer i Autrum wraz z rodzinami opuścili Welkersdorf. Autrum pisze, że swoje rzeczy osobiste zostawili u swojego gospodarza Schwenknera. Zabrali ze sobą tylko bieliznę, dobre buty, koc i alkohol. Dworzec w Gryfowie był – podobnie jak wszystkie inne dworce na Śląsku – strzeżony przez formacje SS. Zabroniono opuszczać Śląsk mężczyznom pomiędzy 16 a 60 rokiem życia i wcielano ich przymusowo do tzw. Volkssturmu (wym. folks-szturmu), organizacji pomocniczej Wehrmachtu. Mieli oni wspomagać regularne oddziały w walce przeciwko Rosjanom i Polakom. I tym razem naukowcy posłużyli się fortelem. Sfabrykowali dokumenty, które nakazywały udzielić im wszelkiej pomocy w wywiezieniu tajnych dokumentów na zlecenie Ministerstwa Lotnictwa Rzeszy i Głównego Urzędu SS. Strughold zostawił im pieczęć Instytutu i papier firmowy, więc dokumenty wyglądały bardzo przekonywująco. Udało im się dzięki nim przejść przez obstawę dworca z trupimi czaszkami na uniformach. I wygląda na to, że były to ich ostatnie chwile w Gryfowie.
Po wojnie prof. Autrum związany był najpierw z Uniwersytetem w Getyndze, gdzie już w 1946 pracował jako asystent profesora Henke (ale z uzyskaną przed wojną habilitacją), a następnie od 1952 r. prowadził swoje badania na Uniwersytecie w Würzburgu, gdzie kierował Zakładem Zoologii. 1 kwietnia 1958 objął kierownictwo Zakładu Zoologii na Uniwersytecie w Monachium. Był także wiceprezydentem Niemieckiej Wspólnoty Badawczej, jednej z największych instytucji wspierających naukę w Niemczech (Deutsche Forschungsgemeinschaft). W swojej autobiografii nie podaje jednak, że już przed wojną był członkiem NSDAP i SA oraz że prowadził zajęcia ideologiczne ze studentami w tamtym czasie. Zmarł w roku 2003 w wieku 96 lat. Jego córka Swantje jest znanym fotografikiem i mieszka w Monachium.
_____________________________
Wykorzystane informacje pochodzą z autobiografii Hansajochema Autruma zatytułowanej „Mein Leben. Wie sich Glück und Verdienst verketten” oraz z jego nekrologów dostępnych w Internecie.
Serdeczne podziękowania za zdjęcia majątku Welkersdorf/Rząsiny kieruję na ręce pana Jarosława Szarneckiego.






