„ Szubienice i topory”
W Gryfowie Śląskim, budowa szubienicy zaczynała się od zwózki drewnianego budulca na rynek. Tam w towarzystwie gapiów i wyglądających z okien kamienic ciekawskich mieszczanek. budowano elementy szubienicy. Gotowe elementy ładowano na wozy i przewożono na miejsce kaźni. Był niepisany obyczaj, że pierwsze trzy uderzenia toporem w zbijaniu szubienicy, wykonywał urzędujący sędzia. Był to znak że śmierć skazańca, nie obciąża sumienia cechu cieśli i stolarzy. W 1660 roku doszło do samowoli. Właściciel wsi Grodnica, zbudował sobie prywatną szubienicę na której wieszał swych poddanych bez wyroku sądowych. Prawo jest prawem, wiec Gryfowianie na tę samowolę jurysdykcyjną, odpowiedzieli ekspedycją karną. Stu uzbrojonych po zęby mieszczan gryfowskich na czele z sędzią, katem i pisarzem miejskim pomaszerowali do wsi Grodnica. Tam zniszczyli stojącą bezprawnie szubienicę. Odtąd znów, przestępcy z Grodnicy byli wieszani w Gryfowie z godnie z prawem. Znanym miejscem kaźni w naszej okolicy było wzgórze w wsi Wieża zwane „Galgenberg”. Jednak w Gryfowie szubienicę stawiano na terenie dawnej gazowni przy ulicy Polnej, lub na terenie nieistniejącej już parowozowni u zbiegu ulic Polnej i Oldzańskiej. Związane to było z tym że wyroki naszego sądu grodzkiego, musiały być wykonane na ziemiach okręgu jurysdykcji Gryfowskiej, a wieś Wieża leżała na terenie już Łużyc. W 1700 roku, budowa szubienicy jak pisze kronikarz, miała uroczystą oprawę. Po zbiciu elementów szubienicy na miejskim rynku i załadowaniu ich na sześć wozów uformowano pochód. Na czele maszerowała połowa bractwa kurkowego z pocztem sztandarowym, potem jechały wozy z elementami szubienicy. Za nimi radni miejscy w dwóch powozach i urzędujący sędzia Peter Hackenberg. Maszerowało też 20 cieśli z toporami na ramionach, na czele z majstrem Heubaumem, pochodzącym z Giebułtowa. Za nimi maszerował drugi oddział bractwa kurkowego z sztandarami i czterema werblistami. W mieście zostało12 strażników nocnych, pilnujących bram miasta i składu z winem. Gdy wszyscy byli zajęci stawianiem szubienicy i trzymaniu przy niej całodobowej warty. Jeden z strażników miejskich Hans Georg Hahn, włamał się do kramu kupca Melchiora Lange i ukradł mięso. Został on ujęty, szybko osądzony i jako pierwszy powieszony na nowej , świeżo co zmontowanej szubienicy. Zawód kata przechodził z ojca na syna. Lecz nie zawsze syn dorównywał swojemu ojcu. W kronikach jest opis egzaminu na kata, jaki miał zdać syn starego kata z Gryfowa. W czasie egzekucji, pod okiem egzaminatora, kata z Lubania miał on ściąć skazaną kobietę. Przy tłumie gapiów, widocznie zjadła go trema i mieczem ciął nieudolnie dwa razy. Nie powiodło się też jemu z drugą skazaną . Egzekucję musiał dokończyć szybko egzaminator, kat z Lubania. Gdyż wzburzony tłum gapiów, widząc partactwo adepta, mógł ich obu zlinczować. Wypędzono z miasta kobietę o nazwisku Grabs pochodzącej z wsi Ubocze. Oskarżono ją o czary i rzucanie uroków. Kat wypalił na jej plecach literę „ R”. Potem wyprowadził poza bramę miasta, gdzie na katowski miecz musiała przysiąc - „Że noga jej nigdy nie stanie, na śląskiej ziemi”. Sąd w Gryfowie Śląskim istniał do roku 1945. Mieścił się on w budynku obecnej szkoły zawodowej, przy ul. Kolejowej. Połączony on był korytarzem z budynkiem więziennym. Więzienie rozebrano w latach 60-tych, obecnie teren ten służy jako boisko szkolne.
Źródło: artykuł „ Der Greiffenberger Scharfrichter” - Kurt Schmidt







29 czerwca 2010 o godzinie 14:30
Była szubienica, był ład i porządek….